Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Na granicy z Ukrainą zarabiamy, ale też narzekamy na nią. Tak wygląda sytuacja dwa lat po wybuchu wojny

Norbert Ziętal
Norbert Ziętal
Lawety wiozące na Ukrainę luksusowe auta kłują w oczy.
Lawety wiozące na Ukrainę luksusowe auta kłują w oczy. Norbert Ziętal
Trwająca już prawie dwa lata wojna w Ukrainie zmieniła przygraniczne tereny na Podkarpaciu. Bardzo dobrze widać to w Przemyślu i okolicach tego miasta. Gdy trzeba było, niemal wszyscy mieszkańcy tych okolic rzucili się do pomocy. Teraz prawie każdego rażą choćby lawety z nowymi, luksusowymi samochodami jadącymi na wschód.

Spis treści

Sytuacja na granicy z Ukrainą zaczyna wracać do tej sprzed pandemii

Po czterech latach sytuacja na polsko-ukraińskiej granicy w statystykach zaczyna powracać do stanu sprzed pandemii koronawirusa w 2020 roku. Oczywiście, tylko w liczbach, bo to nie już ta sama granica, co dawniej i chyba już nigdy taka sama nie będzie.

- W 2023 roku funkcjonariusze Straży Granicznej z Podkarpacia odprawili łącznie ponad 11,8 mln podróżnych, co stanowi 12-procentowy wzrost w porównaniu do roku poprzedniego. Jako oddział, BiOSG odprawił największą liczbę podróżnych w kraju. Średni ruch dobowy osób wyniósł ok. 32,4 tys. osób (maksymalnie w ciągu doby było to ponad 52 tys. osób). Ruch graniczny na wjazd i wyjazd z Polski był na zbliżonym poziomie i wynosił po około 5,9 mln. Ponad 90 proc. podróżnych stanowili obywatele Ukrainy - informuje por. SG Piotr Zakielarz, rzecznik Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

W ubiegłym roku największy ruch graniczny osób zanotowano na przejściach granicznych w Medyce - ok. 4,6 mln oraz w Korczowej (ok. 3,2 mln). O 30 proc. wzrosła liczba podróżnych odprawionych w ruchu kolejowym - ponad 1,37 mln. Na przejściach granicznych w Budomierzu i Krościenku odprawiono kolejno około 1,2 mln i 680 tys. osób.

W 2023 roku strażnicy graniczni z BiOSG odprawili łącznie ponad 2,25 mln środków transportu, głównie samochodów osobowych. To 10 proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Ze względu na specyfikę i połączenie z autostradą najwięcej pojazdów przekroczyło granicę w Korczowej, ok. 848 tys. W Medyce było to 793 tys., w Budomierzu 327 tys., a w Krościenku 216 tys.

W chwili wybuchu wojny Przemyśl i sąsiednie gminy zdały na szóstkę egzamin z człowieczeństwa

Pod względem liczb ruch na granicy osiągnął poziom sprzed pandemii koronawirusa. W 2020 roku wystarczyło zaledwie kilka miesięcy ograniczeń, m.in. zamknięcia przejść granicznych, aby ruch na wszystkich przejściach spadł średnio o 60 do nawet 70 proc. Dla lokalnego biznesu był to dramat. Gdy sytuacja zaczęła powoli wracać do normy, 24 lutego 2022 r. Rosja na pełną skalę zaatakowała Ukrainę. Przez Podkarpacie ruszyły tysiące uchodźców, a tragedia wojny najbardziej widoczna była w Przemyślu. Miasto było jednym z punktów recepcyjnych, czy takich, w których uchodźcy mieli być przyjmowani, w razie potrzeby zaopatrywani medycznie, a następnie wysyłali dalej za zachód, w głąb Polski lub do państw europejskich.

W tym okresie dziennie przez Przemyśl przewijało się więcej uchodźców, niż jest stałych mieszkańców. w tym mieście, ale także w sąsiednich gminach, ludzie rzucili się do bezinteresownej pomocy. Pomimo jakiś pojedynczych incydentów z - określając delikatnie - niemiłym przyjęciem w mieście uchodźców o innym kolorze skóry, wszyscy mieszkańcy Przemyśla i sąsiednich gmin zdali na szóstkę egzamin z człowieczeństwa.

Tygodnie przed wybuchem wojny i pierwsze po wybuchu to wyraźnie odczuwa obecność amerykańskich żołnierzy w regionie. wojskowe wozy US Army krążące po Przemyślu i okolicach budziły ciekawość. Choć te stojące na poboczu autostrady raczej denerwowały. Do tego dochodziły amerykańskie helikoptery, które regularnie latały nad Przemyślem i okolicami. Również budziły ciekawość, ale niski przelot o piątej rano potężnych Boeingów CH-47 Chinook, czyli "latających cygar", nie należał do przyjemności. Zauważalna obecność US Army zniknęła po kilku miesiącach. Podobnie jak kawalkady samochodów, wożących VIP-ów z całego świata, którzy z Przemyśla, pociągami jechali na Ukrainę. Po tym, jak przez to miasto przejeżdżali najważniejsi ludzie świata, choćby prezydent USA, Joe Biden, wizyta nawet premiera małego państwa europejskiego czy ministra i towarzyszący im sznur samochodów, nie robi już wrażenia na mieszkańcach.

Jak jest dzisiaj, prawie dwa lata od wybuchu wojny?

Orły, niewielka miejscowość, stolica gminy w powiecie przemyskim. Ok. 12 km od Przemyśla. Położona przy drodze krajowej 77 i węźle autostrady A4, ostatnim przed granicą z Ukrainą. Właśnie położenie jest największym atutem tej miejscowości, choć korzyści widać dopiero od niedawna, a wydaje się, że właśnie wojna przyspieszyła ich nadejście.

Jednym z symboli zmian w Orłach jest stacja paliw Orlen. Otwarto ją 10 miesięcy przed wybuchem wojny i wtedy była tylko jedną z wielu. Niedaleko, po drugiej stronie autostrady, w Skołoszowie, jest kolejna stacja. Działa już od dłuższego czasu, do niedawna pod marką Lotos, teraz już z logo Orlen. Jednak to ta w Orłach, szczególnie na początku wojny, przeżywała prawdziwe oblężenie. W długich kolejkach stały auta z rejestracjami z różnych stron Polski, ale również sporo zagranicznych. Niekiedy czas oczekiwania na podjazd pod dystrybutor był tak duży, że korzystniej było podjechać do Skołoszowa lub nawet Przemyśla.

Jednak najbardziej widocznym w Orłach symbolem zmian jest handel detaliczny. Jeszcze kilka lat temu działał tylko jeden supermarket, ogólnopolskiej sieci Centrum. Ponadto mniejsze, lokalne sklepy. Później, gdy doszedł supermarket regionalnej sieci Piotruś Pan, zastanawiano się, czy oba sklepy się utrzymają. Tymczasem od kilku tygodni w Orłach są cztery supermarkety, otworzyły się Biedronka i jeszcze jedno Centrum. Trzy z nich stoją po sąsiedzku, niemal w jednym rzędzie.

Wystarczy? Chyba nie. Niedawno otworzono czynną codziennie, niemal całą dobę, Żabkę. Sieć znaną bardziej z lokalizacji w miastach. Nieoficjalnie mówi się o kolejnych, innych sieci.

- Biedronka w Żurawicy zatykała się. Długie kolejki przy kasach i przepełniony parking denerwowały klientów. Pewnie wielu rezygnowało z zakupów. Powstała ta w Orłach i... kolejki u nas tylko nieznacznie zmalały - mówi jedna ze sprzedawczyń.

W obu Biedronkch sporo Ukraińców. Wózki wyładowane po brzegi. W zasadzie każdym towarem, ale głównie artykułami spożywczymi. W ogarniętym wojną kraju potrzeba wszystkiego. Znaczna część zakładów na wschodzie tego kraju została zniszczona albo cierpi na brak pracowników, którzy uciekli przed wojną.

Żurawica znajduje się kilka km od Orłów. Na konkurencję orłowskich sklepów odpowiedziała banerem o... całodobowym otwarciu przez sześć dni w tygodniu. We wiosce to rzadko spotykana sytuacja.

Sklepy potrzebują pracowników. Tak bardzo, że kuszą ich banerami i ulotkami. To korzyść dla mieszkańców. Gminy zarabiają na podatkach. Oczkiem w głowie władz gminy Orły jest podstrefa ekonomiczna w Zadąbrowiu. Działająca o wiele dłużej w Przemyślu nie jest w stanie ściągnąć poważniejszych inwestorów, a w orłowskiej już kilku działa, a wkrótce mają dołączyć kolejni.

Pod koniec ubiegłego roku gmina Orły otrzymała ponad 45 mln złotych na rozbudowę infrastruktury bardzo prężnie rozwijającej się strefy ekonomicznej w Zadąbrowiu, natomiast blisko 100 mln zł samorząd województwa podkarpackiego przeznaczy na budowę drogi łączącej drogę krajową 77 z terminalem kolejowym T1 w Żurawicy. Te inwestycje związane są z bliskością Ukrainy.

Ciemniejsza strona Ukrainy. Lawet z luksusowymi autami, łapówki i młodzieży wydający pieniądze, zamiast walczyć z wrogiem

Jednak jest też ciemniejsza strona wojny w Ukrainie, która w dużym stopniu rzutuje na dalszą chęć pomocy temu krajowi ze strony Polaków. To choćby nadal częsty widok młodych, ukraińskich mężczyzn, którzy drogimi samochodami podjeżdżają na zakupy. Dla nas, Polaków, jest to niezrozumiałe i denerwujące, że ci młodzi ludzie, zamiast walczyć na froncie w obronie swojego kraju, ostentacyjnie obnoszą się ze swoim bogactwem w bezpiecznej Polsce. Ten problem dostrzegają również władze Ukrainy, jednak pomimo zapowiedzi niemrawo, a przynajmniej w niewystarczający sposób reagują.

Ukraińscy rządzący od niedawna publicznie dostrzegają ogromny problem korupcji, jaki trawi ten kraj. Od kilku miesięcy komunikaty o kolejnych zatrzymanych za łapówki osobach, niemal codziennie pojawiają się w serwisach prasowych różnych ukraińskich służb. I nie dotyczą osób, które za 10 euro chcą przekupić pogranicznika czy policjanta, ale spraw o wiele większego kalibru.

Niedawno informowaliśmy o ukraińskich celnikach, którzy za ogromne łapówki tira z komercyjnym ładunkiem "przerabiali" na pomoc humanitarną. Jak informowało na początku grudnia Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy, opłata za taką "przysługę" wynosiła ponad 20 tys. dolarów amerykańskich, a dla skorumpowanego celnika było to stałe i regularne źródło dochodów.

Co gorsze, łapówki obejmują również sprawy zaopatrzenia dla wojska, w tym uzbrojenia.

Obrazkami, które najbardziej denerwują mieszkańców przygranicznych terenów, są te, na których są lawety z ładunkiem luksusowych, fabrycznie nowych samochodów.

- To sprzęt na wojnę - najczęściej słychać takie komentarze.

Oczywiście, na Ukrainę importowanych jest sporo leciwych pojazdów, w tym powypadkowych. Jednak od początku wojny trwa nieustanny transport również tych najdroższych. Gdzie trafiają? Dokładnie nie wiadomo.

- W deklaracjach celnych wpisywane są takie kraje docelowe jak Kazachstan, Gruzja, Mołodowa. Jednak po przekroczeniu naszej granicy wszystko jest możliwe, a dla nas nie do sprawdzenia. Z pewnością część zostaje na Ukrainie - mówi anonimowo jeden z przemyskich celników.

Pojawiły się również sugestie, że część transportów luksusowych aut, omijając embarga, jedzie do Rosji.

- Na każdej wojnie są bohaterowie, ale również kanalie, którzy chcą się na niej jak najwięcej dorobić - coraz częściej słychać w Przemyślu.

Lawety wiozące na Ukrainę luksusowe auta kłują w oczy.

Na granicy z Ukrainą zarabiamy, ale też narzekamy na nią. Ta...

od 7 lat
Wideo

Wyniki II tury wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Na granicy z Ukrainą zarabiamy, ale też narzekamy na nią. Tak wygląda sytuacja dwa lat po wybuchu wojny - Przemyśl Nasze Miasto

Wróć na jaroslaw.naszemiasto.pl Nasze Miasto