Marek Sekielski: - Jeśli znowu zacznę pić, to stracę wszystko, co mam

Roman Laudański
Marek Sekielski (po prawej) z bratem Tomaszem są autorami głośnych filmów o pedofilii w Kościele.
Marek Sekielski (po prawej) z bratem Tomaszem są autorami głośnych filmów o pedofilii w Kościele. Sylwia Dąbrowa
Rozmowa z Markiem Sekielskim, autorem rozmów o uzależnieniach, producentem filmowym, współautorem głośnych filmów o pedofilii w Kościele.

– Zgarnąłeś z bratem Tomkiem wszystkie możliwe nagrody za film dokumentalny „Tylko nie mów nikomu”, a tymczasem każdą swoją rozmowę wideo “Sekielski o nałogach” rozpoczynasz słowami: „Mam na imię Marek i jestem uzależniony od alkoholu…”
– Moje rozmowy o uzależnieniach wynikają z tego sukcesu. Gdyby go nie było, to z pewnością nie przeprowadziłbym tych rozmów, ponieważ nie dotarłbym do tak wielu odbiorców. Dzięki naszym filmom powstały w mediach społecznościowych duże kanały dystrybucji. Najważniejszy dla mnie jest temat uzależnień. Chcę odczarować stereotyp alkoholika jako bezdomnego człowieka z nizin społecznych, leżącego pod ławką w parku lub żebrzącego pod sklepem o kilka złotych na piwo. Alkoholik to także człowiek sukcesu. Powiem nieskromnie, że zrobiliśmy z bratem pewnie jeden z ważniejszych filmów w historii Polski pod względem kinematografii dokumentalnej. Na pewno jeden z najważniejszych w ostatnich latach.

– Ale twoje picie nie wzięło się z tego sukcesu?
–Ten film robiłem już na trzeźwo. Gdybym dalej pił, to on by nie powstał. Na pewno nie w tym czasie i nie w tej formie.

– Jak długo już nie pijesz?
– Cztery lata.

– Ciągnie?
– Nie. Miałem w życiu dwie terapie. Na pierwszą terapię alkoholową poszedłem ponad dziesięć lat temu. Po niej nie piłem trzy lata, po czym wróciłem do picia, trwało to kolejne trzy lata.

– W swoich rozmowach o uzależnieniach pytasz, czy ktoś poszedł na terapię dla siebie, czy dla kogoś innego. A jak było z tobą?
– Główną motywacją pierwszej terapii była chęć, by moje dziecko nie było wychowywane przez pijanego ojca. Córka miała wtedy rok. Chciałem jej tego oszczędzić. Wydawało mi się, że zdecydowałem się na terapię dla siebie, ale raczej zrobiłem to dla niej i to był błąd. Dziś wiem, że terapię robi się wyłącznie dla siebie, a nie dla kogoś. Nawet nie dla osoby, którą kochasz najbardziej na świecie. To ja jestem ze sobą całą dobę i to ja muszę o siebie dbać. Terapeuci mówią, że trzeba to zrobić dla siebie. Dlatego nieskuteczne są terapie, na które ludzie wysyłani są na siłę. Wtedy możesz być na terapii, ale myślisz o niebieskich migdałach i nic się nie zmieni. W każdym mieście są przychodnie leczenia uzależnień NFZ. Można się tam zetknąć z ludźmi reprezentującymi pełny przekrój społeczny. Ta choroba jest demokratyczna. Spotykasz ludzi z tzw. patologii, gdzie alkohol leje się litrami i dochodzi do przemocy w rodzinie, ale i znanych prawników, uniwersyteckich profesorów, lekarzy, dziennikarzy, nauczycieli. Nie ma grupy społecznej, której tam nie znajdziesz. Ja nie spotkałem księdza, ale oni twierdzą, że mają swoje terapie i niechętnie dzielą się wiedzą na ten temat.

–Tylko przypomnę książkę poznańskiego dziennikarza Stanisława Zasady pt. „Wyznania księży alkoholików”. Taki ośrodek dla uzależnionych księży jest w Wielkopolsce.
– Bardzo chętnie porozmawiałbym również z księdzem alkoholikiem. Nie dla szukania taniej sensacji, ale dla pokazania, że oni również mają problem z alkoholem.

– Jak wyglądała u ciebie granica między tzw. normalnym piciem a uzależnieniem?
– Nie ustalisz w czasie tej rozmowy schematu, czym jest alkoholizm, u każdego wygląda to inaczej. Piłem codziennie. Nie piłem zabójczo, nie waliłem od rana flaszki wódki, ale wieczorami wypijałem kilka piw. Nie urywał mi się film. Nie kładłem się spać sztywny. Piłem regularnie. Znam ludzi, którzy pili tylko w weekendy. Od poniedziałku do piątku byli pachnący, trzeźwi, uczesani, pod krawatem i zajmowali się ważnymi sprawami, a kiedy przychodził piątek, to budzili się w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek rano.

– Tak sobie myślę, że tysiące Polaków wieczorami sięga po kilka piw…
– Pewnie tak. Schematu nie ma.

–To wystarczy, żeby się uzależnić?

– Chyba nie jest ważna ilość wypijanego alkoholu, ale to, dlaczego pijesz. Pijesz, bo masz na to ochotę? Pijesz, bo musisz? Wydaje mi się, że każdy może znaleźć w internecie prosty test na uzależnienie od alkoholu, zrobić go i wszystko jest jasne.

– Nie byłeś w stanie odstawić tego piwa?
– Nie pamiętam przełomowego momentu. Pierwszym bardzo wyraźnym sygnałem uzależnienia jest myśl: muszę sobie zrobić przerwę i przez tydzień, miesiąc nie piję, bo coś tam, coś tam. Taka świadoma myśl: to teraz nie będę pił – obojętnie z jakiego powodu, jest poważnym sygnałem, że masz już co najmniej mocno zaburzone relacje z alkoholem. Przecież osoba zdrowa po prostu nie pije. Nie musi myśleć o czasowej abstynencji. Napije się przy okazji, kiedy będzie miała na to ochotę, ale kiedy włącza ci się myślenie o kontrolowaniu picia, to lepiej się nad sobą zastanów. Dla mnie to silny sygnał. Nie znam alkoholika, który by tego nie próbował. Potrafiłem nie pić przez kilka dni. Czułem różnicę, że wtedy jest mi lepiej, organizm nie był zatruty. Nawet, kiedy miałem problem z zaśnięciem, bo nie dostarczyłem jakiejś dawki alkoholu, to i tak rano czułem się świeższy. Bywało, że planowałem czasową abstynencję, ale mi się to nie udawało. Wystarczył impuls: chcę się napić. Myślałem o „chcę”, a nie „muszę”. I piłem przez lata.

– Momenty szczególnego upodlenia?
– Zdarzały się, najczęściej podczas imprez, najczęściej kiedy pomieszałem alkohol z narkotykami. Nie było sytuacji, bym sam w domu zalał się w trupa.

– Zaczęło się od marihuany w szkole średniej jeszcze w Bydgoszczy?
– Ten moment wyłapałem podczas pierwszej terapii. To się nazywa koncentracja życia wokół uzależnienia. To działo się przed moim wyjazdem do Warszawy. Paliłem marihuanę i każdego dnia myślałem, jak zorganizować pieniądze lub zioło, bym mógł znowu się ujarać. Wszyscy mówią, że marihuana jest lekkim, przyjemnym narkotykiem, choć uzależnia nie tyle fizycznie, co psychicznie. Alkohol uzależnia fizycznie i psychicznie. Nie miałem syndromu odstawienia, tak tego nie odczuwałem. W młodości od marychy byłem regularnie uzależnion

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Sekielski: - Jeśli znowu zacznę pić, to stracę wszystko, co mam - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie